Antykomunizm po rosyjsku: potępić ideę, zostawić potęgę
Narracje o Rosji od zawsze bywały prowadzone w sposób niemal surrealistyczny, jednak ostatnie cztery lata pełnoskalowej wojny na Ukrainie sprawiły, że owo medialne odrealnienie weszło na wyższy poziom absurdu i dezinformacji. Cóż innego można powiedzieć o przekazie, który przedstawia oligarchiczne, imperialistyczne i tradycjonalistyczne państwo jako kontynuację radzieckiego socjalizmu? Choć większość tego rodzaju twierdzeń to zaledwie pejoratywne skróty myślowe, pewne środowiska otwarcie w nie wierzą. Stanowi to dla nich argument nie tyle za zbrodniczym charakterem reżimu Władimira Putina, co przeciwko samemu komunizmowi i ideom lewicowym.
Dlatego też chciałbym skupić się na jednym fakcie, który stanowi kubeł zimnej wody zarówno dla rusofilskiej lewicy, jak i dla prawicowych propagandzistów. Otóż Władimir Putin to otwarty antykomunista, z czym zresztą niespecjalnie się kryje.
Druga śmierć Lenina na Kremlu
Wśród większości komunistów dominującym nurtem ideologicznym pozostaje uniwersalne połączenie myśli Karola Marksa i Włodzimierza Lenina. Choć na pierwszy rzut oka mogą się one wydawać koncepcjami przestarzałymi (od śmierci Lenina minęło wszak ponad 100 lat), to po dziś dzień ich dzieła stanowią doskonałą analizę krytyczną kapitalizmu, a także fundament pod bardziej aktualną koncepcję cyberkomunizmu. Wkład tych dwóch myślicieli w historię świata jest niezaprzeczalny – to ich teksty rozpaliły u wielu iskrę buntu, co ostatecznie przełożyło się na poprawę standardów pracowniczych w krajach rozwiniętych oraz wyzwolenie spod obcych wpływów państw peryferyjnych, tzw. Trzeciego Świata. Współczesna Rosja stanowi jednak absolutne zaprzeczenie tych ideałów, a oficjalna narracja Kremla pozostaje w tym temacie jednoznaczna.
Już w 2012 roku Władimir Putin oficjalnie potępił Włodzimierza Lenina, Partię Bolszewicką oraz całą rewolucję październikową, oskarżając komunistów o zdradę interesów narodowych Rosji. W 2016 roku określił tę rewolucję błędnym mianem „puczu październikowego”, co miało dowodzić braku legitymizacji nowego porządku społecznego. Krytyka ta obejmowała m.in. zabójstwo cara Mikołaja II Romanowa i całej rodziny carskiej, rozmontowanie systemu feudalnego oraz imperialnego w Rosji na rzecz socjalizmu, a także ustanowienie zasady samostanowienia wszystkich narodów, co znacząco uszczupliło terytorium państwa. Jak sam skomentował: „Jeśli chodzi o historyczne przeznaczenie Rosji i jej narodów, leninowskie zasady budowania państwa były nie tylko błędem, ale czymś znacznie gorszym niż błąd”.
Prezydent Rosji oskarżył także wodza rewolucji o doprowadzenie do rozpadu Związku Radzieckiego w 1991 roku (co zdaje się nie mieć żadnego logicznego uzasadnienia), jak również o klęskę Rosji w I wojnie światowej. Jest to ciekawa zbieżność, biorąc pod uwagę, że Adolf Hitler w podobny sposób argumentował swoją wrogość wobec niemieckich komunistów, również oskarżając ich o porażkę Niemiec w tym samym konflikcie. Jak skwitował Władimir Putin: „Przegraliśmy z przegraną stroną – wyjątkowy przypadek w historii”. Taki wniosek nie powinien nikogo dziwić, ponieważ lekceważący stosunek rosyjskiej głowy państwa do życia klasy pracującej (ginącej w wojnie mocarstw wyłącznie w interesie kasty rządzącej) jest zjawiskiem jak najbardziej aktualnym – nawet w kontekście trwającej wojny z naszymi sąsiadami. Samoświadomość przywódcy Federacji Rosyjskiej odrzuca w tej kwestii hipokryzję, stąd samego Lenina niejednokrotnie określał on jako „terrorystę”, który miał stłumić konserwatywne i nacjonalistyczne wartości, tak kluczowe dla propagandy oraz tożsamości obecnej Rosji.
W kontekście współczesnej wojny na Ukrainie ma to również realne konsekwencje propagandowe, co mogliśmy zaobserwować już w pierwszych dniach inwazji. Putin próbował uzasadnić swoje działania zbrojne, nazywając Ukrainę „tworem leninowskim”, odbierając jej tym samym własną historię i tożsamość narodową. O ile faktem pozostaje, że Lenin przyczynił się do niepodległości państwa ukraińskiego, odrywając je od Rosji i chroniąc jego granice przed ekspansją Józefa Piłsudskiego, o tyle opieranie na tej manipulacyjnej okoliczności całej ukraińskiej przeszłości jest najzwyczajniejszym w świecie fałszerstwem historycznym. Antyleninizm staje się w tym wypadku narzędziem nie tylko przeciwko komunizmowi, ale również przeciwko samej narodowości ukraińskiej.
Antykomunizm jawny czy ukryty?
Być może jednak samo potępienie postaci Lenina jest jedynie chwytem propagandowym, który nie oddaje prawdziwej sympatii przywódcy Rosji do komunizmu? Częstym orężem liberalnych mediów jest argument, że Putin należał do KGB, a on sam przyznaje się do chwilowej sympatii wobec ideałów komunistycznych – choć już za jego czasów stanowiły one raczej liberalną karykaturę marksizmu-leninizmu. Argument ten mógłby mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości, gdyby nie fakt, że podczas swojej prezydentury Putin otwarcie i ostatecznie te idee skrytykował, zarzucając im niemal religijny utopizm, co jest niezwykle częstym elementem retoryki antykomunistycznej.
W programie ideowym skierowanym do zachodniej prawicy, wygłoszonym przez Władimira Putina podczas spotkania Klubu Wałdajskiego, przedstawił on zagranicznym gościom propozycję „zdrowego konserwatyzmu” jako alternatywy dla „ideologii neomarksistowskiej”. Mogliśmy tam usłyszeć:
„Po rewolucji 1917 roku bolszewicy, opierając się na dogmatach Marksa i Engelsa, także ogłosili, że zmienią cały dotychczasowy układ – nie tylko polityczny i gospodarczy, lecz także samą ideę tego, czym jest ludzka moralność oraz podstawy funkcjonowania zdrowego społeczeństwa. Niszczenie odwiecznych wartości, wiary i relacji międzyludzkich aż do całkowitego odrzucenia rodziny (tak było), zmuszanie i zachęcanie do donosów na bliskich – to wszystko uznawane było za krok postępu i, tak nawiasem mówiąc, cieszyło się wtedy dość szerokim poparciem na świecie i było modne – tak samo jak dzisiaj. Nawiasem mówiąc, bolszewicy również wykazywali absolutną nietolerancję wobec jakichkolwiek innych opinii. (...) Klasyków uważa się za zacofanych, ponieważ nie zrozumieli znaczenia gender lub rasy. W Hollywood krążą instrukcje, jak i o czym robić filmy, ilu powinno być w nich bohaterów, jakiego koloru skóry lub jakiej płci. Okazuje się, że jest gorzej niż w wydziale agitacji i propagandy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego”.
Jego narracja, co nietrudno zauważyć, nie odbiega znacząco od przekazu, który nierzadko płynie ze strony mediów sympatyzujących w Polsce z Prawem i Sprawiedliwością czy Konfederacją.
Co więcej, Putin darzy ogromnym szacunkiem filozofa Iwana Iljina – antykomunistę o faszystowskim światopoglądzie, znanego m.in. z otwartej sympatii do Hitlera. Uwielbienie dla jego osoby posunęło się do tego stopnia, że prezydent Rosji osobiście rozsyłał swoim partyjnym kolegom filozoficzne rozprawki Iljina. To doskonale obrazuje, w jakim kierunku zmierza obecny reżim konserwatystów. O ile Rosji nie można jednoznacznie nazwać państwem faszystowskim, o tyle dzisiejsza władza faszyzmem inspiruje się aż nadto widocznie.
Radziecki sentymentalizm
Co jednak począć z tym sentymentem za Związkiem Radzieckim, przyzwoleniem na kult Stalina oraz głośnymi słowami o tym, iż rozpad ZSRR był największą katastrofą geopolityczną XX wieku? Posłużmy się analogią: w Polsce podobny sentyment odczuwa się względem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Obecni politycy traktują ją niemal jako wzór i powód do narodowej dumy, choć ideologicznie nie mają przecież wiele wspólnego z monarchizmem, feudalizmem czy modelem czystej demokracji szlacheckiej.
Podobnie wygląda to w Rosji. Sentyment ten wynika z poczucia utraty pozycji globalnego mocarstwa – państwa dysponującego wpływami politycznymi na każdym kontynencie, własnymi programami kosmicznymi, rozwijającą się gospodarką, potężnym potencjałem militarnym oraz znacznie szerszymi granicami. Choć Putin wielokrotnie udowodnił, że jego historycznym ideałem jest dawniejsze Imperium Rosyjskie, to sama świadomość faktu, iż Rosja (jako rdzeń Związku Radzieckiego) miała niegdyś moc decydowania o losach świata, wpędza dzisiejszą władzę w swoisty kompleks. Tęsknota za ZSRR ma więc podłoże ściśle nacjonalistyczne, a nie ideowe. Putin pragnie Wielkiej Rosji, a nie Rosji bez oligarchów, wyposażonej w silny ruch pracowniczy, gwarantującej prawa robotnicze, centralne planowanie czy wysokie standardy socjalne. Machina propagandowa ma za zadanie eksponować wyłącznie mocarstwowy aspekt ZSRR i podburzać obywateli, by ci własną krwią wywalczyli podobną pozycję dla dzisiejszej, narodowej klasy rządzącej. Jest to także główny powód, dla którego w Rosji powstrzymano się od dekomunizacji na wzór polski czy ukraiński.
Co ciekawe, w wywiadzie udzielonym dla tygodnika „Sieci”, niezwykle trafnie – co nie zdarzało mu się nazbyt często – ujął to były prezydent Andrzej Duda:
„To jest w mojej ocenie wojna o symbole i o historię. Symbolem jest odradzające się wielkie imperium rosyjskie. Co ważne, nie chodzi tutaj, jak mówią niektórzy, o imperium sowieckie. Moim zdaniem ambicją Władimira Putina nie jest odtworzenie Związku Radzieckiego, ale imperium carów”.
Lenin, Stalin… Putin?
Gorzką pigułką dla współczesnej narracji historycznej elit byłego bloku wschodniego jest otwarte głoszenie przez Rosję faktu, że Armia Czerwona pod wodzą Józefa Stalina obiektywnie i niezaprzeczalnie położyła kres niemieckiemu hitleryzmowi, przynosząc wyzwolenie okupowanym narodom Europy. Wielka Wojna Ojczyźniana to epizod w historii Rosji, w którym kwestie ideologiczne są dziś maksymalnie marginalizowane. Zamiast tego uwypukla się dokonania militarne i dyplomatyczne, co ma wzbudzać narodowe uniesienie i utrwalać propagandowy mit legendarnej, niezdobytej i niezwyciężonej ziemi rosyjskiej. Z tego też powodu na rosyjskich czołgach można sporadycznie dostrzec flagi ZSRR. Są one traktowane zarówno jako patriotyczny symbol zwycięstwa, jak i hołd dla przodków obecnych żołnierzy Federacji Rosyjskiej, którzy w większości walczyli niegdyś w szeregach Armii Czerwonej lub późniejszej Armii Radzieckiej.
Głoszenie tez całkowicie przeczących lub umniejszających rolę państwa radzieckiego w czasie II wojny światowej stanowi przeważnie świadectwo fałszywej narracji historycznej o podłożu politycznym, a nie wynik uczciwej analizy faktów. Putin mówi o tym otwarcie, co siłą rzeczy podsyca zachodnie teorie o powiązaniu jego polityki z komunizmem lub chęcią kontynuacji dziedzictwa ZSRR. Potwierdzeniem tej tezy ma być rzekomo brak odgórnego przyzwolenia na niszczenie pomników Armii Czerwonej, posągów Włodzimierza Lenina czy innych monumentów nawiązujących do okresu radzieckiego.
Wbrew pozorom, odwołania historyczne są w Rosji przytaczane głównie z pobudek nacjonalistycznych. Mają one za zadanie „unarodowić” osiągnięcia Związku Radzieckiego – w całkowitym oderwaniu od idei socjalizmu – aby na tym fundamencie budować w społeczeństwie poczucie narodowego obowiązku wobec interesów imperialistycznych i ekspansjonistycznych. Nie jest to mechanizm nowy. Podobne zabiegi propagandowe stosowali Francuzi w czasie I wojny światowej, odwołując się do postaci Napoleona Bonaparte, a współcześnie wykorzystują je Polacy, chociażby w kontekście zwycięstwa króla Władysława Jagiełły nad Zakonem Krzyżackim czy Jana III Sobieskiego pod Wiedniem.
Analogiczny mechanizm dotyczy postaci Józefa Stalina. Choć nie sposób zaprzeczyć, że był on autorem zbrodni wojennych, masowych deportacji ludności cywilnej oraz krwawych czystek, to należy również uczciwie przyznać, że w ogromnym stopniu przyczynił się on do ostatecznego zwycięstwa nad hitleryzmem, w tym do uratowania ludności żydowskiej, romskiej i słowiańskiej przed całkowitą eksterminacją. Władimir Putin stwierdził niegdyś trafnie: „Nadmierna demonizacja Stalina jest jednym ze sposobów, jedną z dróg ataku na Związek Radziecki i na Rosję”, po czym jednak szybko dodał: „Oczywiście, coś pewnie pozostaje w świadomości, ale to nie znaczy, że powinniśmy zapomnieć o wszystkich okropnościach stalinizmu, związanych z obozami koncentracyjnymi i zagładą milionów naszych rodaków”.
Wydaje się, że prezydent Rosji doskonale rozumie fenomen Stalina w tamtejszym społeczeństwie. Wie, że jest on przede wszystkim idealną figurą propagandową: najpotężniejszym człowiekiem swoich czasów, którego z jednej strony darzono na arenie międzynarodowej szacunkiem, a z drugiej – panicznie się go obawiano. Wszystko to łączy się w niespójny, wewnętrznie sprzeczny obraz: władza z jednej strony uznaje ofiary stalinizmu (nawet te skazane w majestacie ówczesnego prawa) i powiela skrajnie prawicową retorykę, a z drugiej daje milczące przyzwolenie na kult radzieckiego dyktatora. Jest to dla Kremla na tyle wygodne, że postać Stalina powszechnie kojarzy się z siłą, twardym podporządkowaniem i statusem supermocarstwa. To zdecydowanie odróżnia go od Lenina, który kładł nieporównywalnie większy nacisk na samostanowienie narodów i budowę wspólnoty republik socjalistycznych na równych prawach.
Miłość partii komunistycznej do prawicy, wojny i… kapitalizmu?
Pozostaje jeszcze kwestia KPFR (Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej), czyli legalnej „opozycji komunistycznej”, która sama otwarcie deklaruje się jako ugrupowanie proputinowskie, co z definicji przekreśla ją jako realną siłę opozycyjną. W głowach niezorientowanych czytelników może w tym miejscu pojawić się dysonans: skoro komuniści popierają Putina, to jak Putin może być antykomunistą?
Zacząć należy od tego, że o ile w latach 80. (za czasów Michaiła Gorbaczowa) KPZR przypominała niemal proliberalną socjaldemokrację, o tyle dzisiejsza KPFR zabrnęła w tę społeczno-gospodarczą patologię znacznie głębiej. Oficjalnie propagują oni gospodarkę mieszaną – a więc kapitalizm wsparty lekkim interwencjonizmem i państwową własnością w najbardziej strategicznych sektorach. Dokładnie tak: to podręcznikowy przykład partii komunistycznej, która pragnie w Rosji utrzymać kapitalizm. Pod względem tożsamościowym można ich określić mianem lewego skrzydła „Jednej Rosji”. Różnice są wręcz mikroskopijne, a największą z nich jest to, że KPFR operuje silniejszym sentymentem do Związku Radzieckiego i to właśnie na nim buduje swój kapitał polityczny.
Nie jest to odosobnione spostrzeżenie. Wiaczesław Nikonow (wnuk Wiaczesława Mołotowa) wprost oświadczył, że w programie Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej brakuje jakiegokolwiek odniesienia do marksizmu-leninizmu, zaznaczając, że partia porzuciła ateizm, dyktaturę proletariatu i rewolucję światową, stając zamiast tego w jednym rzędzie z obrońcami państwa kapitalistycznego. Szeregi KPFR zasilają dziś biznesmeni, konserwatyści oraz szowiniści, a główną osią ich narracji nie jest wcale komunizm, lecz „narodowy patriotyzm”. Widzimy więc wyraźnie, że partii tej niezwykle daleko do marksizmu. Sam szyld ma stanowić wyłącznie fałszywy miraż dla osób, które przez pryzmat sentymentu za ZSRR tęsknią po prostu za stabilniejszym bytem. Oczywiście wewnątrz KPRF wciąż działają ideowi komuniści, ale to właśnie oni są systematycznie spychani na margines i uciszani. Prawdziwą opozycję komunistyczną w Rosji stanowią struktury takie jak Front Lewicy, KPRW-KPZR oraz Rosyjski Front Pracy.
Represje wymierzone w ideowych komunistów są w dzisiejszej Rosji dość jawne i dotykają głównie tych działaczy, którzy mają odwagę wprowadzać swoją doktrynę w życie. Dobrym przykładem jest Borys Kagarlicki – politolog marksistowski, który został oficjalnie skazany za „popieranie terroryzmu”, podczas gdy w rzeczywistości karę wymierzono mu za potępienie inwazji na Ukrainę (nawet mimo faktu, że wcześniej popierał aneksję Krymu i utworzenie separatystycznych republik w Donbasie). W 2024 roku usłyszał wyrok 5 lat w kolonii karnej. Kolejny przykład to Siergiej Udalcow, lider nielegalnej komunistycznej grupy „Awangarda Czerwonej Młodzieży” i Frontu Lewicy. W 2012 roku skazano go pod pretekstem stawiania oporu policji, co – jak udowodniły późniejsze nagrania – było całkowitym kłamstwem. Z kolei w 2014 roku, za organizację antyputinowskich demonstracji, otrzymał on wyrok 4,5 roku pobytu w łagrze.
Ale czy właściwie Rosja jest imperialistyczna?
Imperializm powszechnie definiuje się jako formę polityki dążącej do podporządkowania sobie innych państw lub kolonii, w celu stworzenia – jak sama nazwa wskazuje – imperium. Choć definicja ta wydaje się prosta i przejrzysta, to jednak realne niuanse geopolityczne wymykają się tak łatwym ocenom, przez co owo ujęcie staje się wręcz prostackie. Znacznie trafniejszej, uwzględniającej współczesne realia charakterystyki zjawiska dokonał Lenin. Określił on imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu, wskazując jego pięć najważniejszych cech:
- Koncentracja produkcji i kapitału, prowadząca do powstania monopoli.
- Fuzja kapitału bankowego z przemysłowym, tworząca tzw. kapitał finansowy.
- Eksport kapitału (w odróżnieniu od eksportu towarów).
- Powstawanie międzynarodowych, monopolistycznych stowarzyszeń kapitalistów, które dzielą świat między siebie.
- Zakończenie terytorialnego podziału świata między największe potęgi kapitalistyczne.
Choć rusofilscy lewicowcy często kreują Rosję na państwo „antyimperialistyczne”, taki wniosek zdaje się wynikać wyłącznie z faktu, że w warunkach wielobiegunowej polityki międzynarodowej owa „lewica” desperacko poszukuje przeciwwagi dla imperializmu amerykańskiego. Analizując jednak gospodarkę Rosji w kontekście warunków sformułowanych przez W. I. Lenina, łatwo ocenić, na ile zasadne jest przypinanie państwu Putina łatki „antyimperialistycznej”.
Monopolizacja gospodarki Federacji Rosyjskiej obejmuje m.in.:
- Przemysł gazowy: zdominowany przez państwowego giganta Gazprom (powstałego z prywatyzacji dawnego Ministerstwa Przemysłu Gazowego), który kontroluje około 65% wydobycia gazu ziemnego w kraju.
- Przemysł naftowy: w którym koncern Rosnieft odpowiada za wydobycie ponad 40% rosyjskiej ropy.
- Przemysł metalurgiczny: zdominowany przez firmę Nornickel (jednego z największych na świecie producentów palladu, niklu i platyny) oraz firmę Rusal (jednego z globalnych liderów w produkcji aluminium).
- Przemysł zbrojeniowy: oparty na koncernie Kałasznikow, który produkuje około 90% całej broni palnej w Rosji. Mamy niemal całkowitą pewność, że to właśnie ta broń odbiera obecnie życie cywilom na Ukrainie oraz w państwach Trzeciego Świata, będących stałymi rynkami zbytu koncernu.
- Inne kluczowe gałęzie gospodarki: takie jak inżynieria mechaniczna (United Shipbuilding Corporation), energetyka jądrowa (Rosatom), transport lotniczy (Grupa Aeroflot) czy usługi cyfrowe i internetowe (Yandex).
Oczywiście to nie wszystko, ale dogłębna analiza procesu monopolizacji w Federacji Rosyjskiej to temat na obszerną książkę, a nie pojedynczy artykuł. Pomiędzy rosyjskim przemysłem a największymi bankami (takimi jak Sbierbank czy VTB) istnieje niezwykle gęsta sieć powiązań, stanowiąca podręcznikowy wręcz przykład fuzji kapitału bankowego z przemysłowym. Imperializm z definicji opiera się również w dużej mierze na eksporcie kapitału. Widzimy to doskonale na przykładzie relacji Rosji z byłymi republikami radzieckimi – Kazachstanem, Armenią czy Białorusią. Eksport ten przybiera formę bezpośrednich inwestycji, a w roli głównych inwestorów występują narodowe giganty: Gazprom, Łukoil, Rosnieft i Rosatom.
Tym, co bez wątpienia łączy powszechną definicję imperializmu z definicją leninowską, jest pragnienie nowego podziału świata przez państwa burżuazyjne. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Rosja pod tym względem stała się w pewnym sensie „Stanami Zjednoczonymi w mniejszej skali”. Federacja Rosyjska na przestrzeni dekad wspierała sztuczne byty separatystyczne (jak Naddniestrze), podtrzymywała dyktatury w państwach Trzeciego Świata (Syria pod rządami Asada, Mali), uzależniała od siebie sąsiednie rządy groźbą zbrojnej interwencji (Białoruś) oraz wielokrotnie dokonywała bezpośrednich inwazji – czego tragicznym przykładem jest Gruzja z 2008 roku czy Ukraina, gdzie wojna trwająca od 2014 roku przekształciła się w 2022 roku w pełnoskalowy, krwawy konflikt zbrojny.
Mimo deklaracji o rzekomym „cichym uwielbieniu” dla reżimu rosyjskiego, jakie poprzez dezinformację rozsiewają niektórzy członkowie (byłej) Komunistycznej Partii Polski, Polskiego Ruchu Lewicowego czy liderzy stowarzyszenia „Historia Czerwona”, należy ponad wszelką wątpliwość podkreślić: dzisiejsza Rosja to państwo na wskroś kapitalistyczne i imperialistyczne. Oligarchia – choć w dużej mierze unarodowiona – wciąż pociąga w państwie rosyjskim za kluczowe sznurki, podczas gdy samo społeczeństwo od 1991 roku boryka się ze skrajnymi nierównościami. Państwo Władimira Putina stoi w całkowitej i fundamentalnej sprzeczności z ideami komunistycznymi, socjalistycznymi czy jakąkolwiek autentyczną myślą lewicową.
Na koniec
Narracja ukazująca Rosję jako „kontynuację ZSRR” lub „spadkobiercę komunistów” służy wyłącznie zakamuflowaniu fundamentalnych podobieństw między agresywnym mocarstwem putinowskim a tak chętnie fetyszyzowanymi przez liberalne media Stanami Zjednoczonymi oraz wieloma państwami Europy Wschodniej. Fałszywa, przypięta na siłę łatka to najprostszy sposób, by ukryć prawdziwe oblicze kremlowskiej ideologii – zorientowanej wokół religii, konserwatyzmu, głębokiego tradycjonalizmu oraz narodowego kapitalizmu.
Przebijając się przez morze obelg i stereotypów, można dojść do trzeźwej refleksji: Federacja Rosyjska w wielu aspektach ustrojowych nie różni się tak bardzo od Polski, Węgier, Czech czy Rumunii po 1989 roku. Jedyną różnicą są tu jej wielkomocarstwowe interesy narodowe i twarde aspiracje do statusu globalnej potęgi. Jeśli rzetelnie ocenimy aktualny status Rosji, okaże się, że ustrojowo najbliżej jej właśnie do USA. W obu krajach życie polityczne opiera się na wpływach oligarchii, społeczeństwo silnie przesiąka wartościami konserwatywnymi, a elity rządzące bezwzględnie realizują globalne cele imperialistyczne. Zasadniczą różnicą pozostaje jedynie historyczna droga, jaką oba imperia musiały przebyć, by znaleźć się na swojej obecnej pozycji.
Biorąc to wszystko pod uwagę, Rosja Putina nie tylko nie ma absolutnie nic wspólnego z komunizmem, ale wręcz zalicza się do grona jego fundamentalnych i zatwardziałych wrogów. Sentymentalizm radziecki pełni tam wyłącznie funkcję cynicznego narzędzia manipulacji, a dawne postacie historyczne ZSRR zostały zredukowane do wyblakłych figur propagandowych. Wszystko to ma podkreślać niezmienne ambicje Kremla i gotowość do powrotu na tory prawdziwego światowego mocarstwa – przy jednoczesnym, nienaruszalnym zachowaniu oligarchicznego porządku wewnątrz kraju.
Źródła
- Imperialism: The Example of the Russian Federation
- Extracts from Putin's speech on Ukraine
- Vladimir Putin accuses Lenin of placing a 'time bomb' under Russia
- Putin’s Anti-Bolshevik Fantasies Could Be His Downfall
- Duda: Rosyjskie ambicje sięgają do Kalisza. Putin chce powrotu do ery carów
- Oferta Putina dla zachodniej prawicy: „rozsądny konserwatyzm” zamiast ideologii neomarksistowskiej
- «Вы не хотите революции!»: Внук Молотова в Госдуме разнес коммунистов
- Clarifying the Position, Part III: Russian "Official" Communists on the Russia-Ukraine Crisis