Czy miałeś kiedyś moment, w którym rozmyślałeś nad sposobem osiągnięcia definiowanego przez system pojęcia „sukcesu”? Jeśli tak, to można sądzić, że przynajmniej raz lub dwa przyłapałeś się na przeglądaniu różnych motywacyjnych treści internetowych twórców coachingowego contentu, którzy z pełnym przekonaniem w głosie mówili, co powinieneś zmienić w swoim „smutnym, przegranym życiu”, aby zbliżać się do owego sukcesu każdego dnia. Jeśli tak, to lepiej zastanów się dwa razy, na ile te porady pomogą, a na ile wyślą cię do szpitala, psychiatry lub kostnicy.
Na sam początek warto wspomnieć, że krytyka tego tekstu jest skierowana wyłącznie do coachingu powiązanego z biznesem, skierowanego przeważnie do zwykłych ludzi pragnących osiągnąć stabilność finansową. Nie zaprzeczam pozytywnym aspektom innych form coachingu, powiązanych np. ze zdrowym trybem życia, o ile są one prowadzone przez wykwalifikowanych specjalistów.
Coaching biznesowy, wbrew powszechnej opinii, nie jest lekarstwem ani nawet swoistym drogowskazem jak przetrwać w systemie. Jest jedynie wyidealizowanym przedstawieniem wszelkich niedoskonałości kapitalizmu w formie przystępnej dla osób niezadowolonych z życia lub mocno zdesperowanych. To specyficzna forma liberalnej propagandy, gdzie konkretny mówca coachingowy – najczęściej przedstawiciel wyższych struktur społecznych – zrzuca wszelkie trudności wynikające z systemu na barki jednostek pogubionych w rzeczywistości, jednocześnie przedstawiając swoje mądrości jako remedium. Skoro jemu się udało, to dlaczego komuś innemu ma się nie udać? Cóż, powodów jest wiele.
„Wstawaj wcześnie rano”
Przykładowy cytat Robina Sharma: „Wczesne wstawanie to nie tylko kwestia dyscypliny, ale także strategii. Kiedy budzisz się przed świtem, zyskujesz cenny czas na refleksję, planowanie i realizację swoich celów. To moment, w którym świat jest cichy, a twoje myśli są najczystsze. Wykorzystaj ten czas, aby zbudować fundamenty swojego sukcesu”.
Ta rada w kręgach internautów stała się już memem, szczególnie biorąc pod uwagę, że często idą za nią przykłady miliarderów takich jak Elon Musk czy Jeff Bezos. Mimo licznych kpin, porada ta wśród coachów traktowana jest śmiertelnie poważnie. Pojawiają się tu jednak pewne absurdy, które obnażają jej irracjonalność i potencjalną szkodliwość.
Każdy pracownik najemny jest zmuszony do pewnej formy "samodyscypliny" wynikającej z godzin pracy. Większość usług funkcjonuje od rana do popołudnia, co wymusza wczesne wstawanie. Czy wstawanie jeszcze wcześniej ma sens dla kogoś, kto nie jest rentierem? Bądźmy realistami – nie patrzmy na życie przez pryzmat ludzi majętnych, którzy mogą pozwolić sobie na eksperymenty ze snem. Dla robotnika czy pracownika fizycznego sen nie jest luksusem wynikającym z lenistwa, lecz biologiczną koniecznością regeneracji.
Taka porada może być szkodliwa dla zdrowia. Według badań psychoneuroendokrynologicznych (S. Edwards et al., Association Between Time of Awakening and Diurnal Cortisol Secretory Activity, 2001), wymuszone wczesne wstawanie zwiększa wydzielanie kortyzolu – hormonu stresu. Dr Paul Kelley udowodnił również, że dostosowanie godzin aktywności do naturalnego rytmu dobowego (przesunięcie startu szkoły na 10:00) poprawia wyniki w nauce o 20%.
Skoro ludzie mają różne chronotypy (preferencje aktywności dobowej), jaki sens ma słuchanie coacha, który z jednej strony każe "nie iść za tłumem", a z drugiej narzuca dyktaturę "rannych ptaszków"?
„Obracaj się wśród biznesmenów i ludzi sukcesu”
Steve Siebold napisał: „Zanim zacząłem sobie dobrze radzić, wprowadziłem się do dzielnicy, na którą nie było mnie stać. Chciałem być dookoła bogatych ludzi (...) by uczyć się ich myślenia”.
Czy zawężanie relacji do grupy majątkowej to samorozwój, czy klasizm? Pogląd, że od "roboli" czy "korposzczurów" nie można się niczego nauczyć, jest destrukcyjny. Zamykanie się w bańce ludzi o tym samym statusie prowadzi do zubożenia intelektualnego. Scott Page z University of Michigan udowodnił, że grupy zróżnicowane osiągają lepsze wyniki w rozwiązywaniu problemów niż grupy homogeniczne.
Warstwy uboższe często wykazują się wyższą zaradnością życiową i determinacją. Bogacz bazuje na płatnych usługach; osoba niezamożna musi adaptować się do trudnych warunków.
Co więcej, presja adaptacji do środowiska, do którego się nie pasuje ("fake it till you make it"), prowadzi do stresu i problemów psychicznych. Środowisko biznesowe bywa toksyczne i oparte na rywalizacji, a nie solidarności. Badania (Babiak, Hare) sugerują wręcz, że korporacyjny biznes to naturalne środowisko dla jednostek psychopatycznych. Ryzyko bycia zmanipulowanym jest więc wysokie.
„Jest Ci ciężko? Rzuć wszystko i załóż firmę!”
Sir John Whitmore i wielu innych guru motywuje do rzucenia etatu i założenia firmy, pomijając ryzyko. Jest to manipulacja przez selektywne przedstawianie informacji. Przedstawia się wizję "liberalnej utopii", w której każdy jest przedsiębiorcą.
Rzeczywistość? Według danych, ok. 20% firm upada w pierwszym roku, a 50% w ciągu pięciu lat. Utrzymanie się na rynku nie gwarantuje wysokich zarobków. "Wyjście ze strefy komfortu" dla kogoś bez zaplecza finansowego może skończyć się długami i tragedią rodzinną. Ta rada ma sens tylko dla kogoś, kto ma poduszkę finansową ("bananowa młodzież" lub rentierzy), a nie dla przeciętnego pracownika.
Gdyby wizja coachów była prawdziwa i każdy byłby przedsiębiorcą, gospodarka by runęła. To pracownicy są niezbędnym elementem funkcjonowania systemu, a nie tylko właściciele kapitału.
„Licz każdy grosz, nie przejadaj wypłaty!”
Suze Orman: "Nie kupuj rzeczy, na które cię nie stać, aby zaimponować ludziom, których nie lubisz".
Oszczędzanie ma sens, ale logika coachingu często wypacza tę ideę. Nazywanie kupna lepszej jakości jedzenia "przejadaniem wypłaty" to absurd. Różnorodna dieta i produkty bez konserwantów to inwestycja w zdrowie. Oszczędzanie na jedzeniu (tanie alternatywy) prowadzi do chorób, których leczenie pochłonie zaoszczędzone grosze.
Podobnie z ubraniami – tanie produkty szybko się niszczą (paradoks butów Vimesa). Często zalecany ascetyzm ("teraz cierp, żebyś kiedyś był bogaty") to pułapka odkładania życia na wieczne "później".
„Oglądaj, czytaj, słuchaj i rozmawiaj o rozwoju osobistym”
To moment, gdy marketing staje się poradą: "płać nam". Osoby chcące wyjść z biedy wydają ostatnie środki na poradniki premium, wpadając w błędne koło.
Mechanizm jest prosty: w przypadku sukcesu – metoda działa. W przypadku porażki – "za mało się starałeś, kup kolejny kurs". To struktura przypominająca sektę: jest guru, jest specyficzny slang, jest grupa wyznawców i jest obwinianie ofiary za niepowodzenie doktryny. Nie ma obiektywnej miary skuteczności tych porad, a dowody anegdotyczne są mylone z dowodami naukowymi.
Na zakończenie
Moja osobista porada, jako osoby o podobnych kwalifikacjach co większość „samorozwojowców”: jeśli masz problem z samoakceptacją, nie słuchaj pasożytów żerujących na twojej niepewności. Idź do specjalisty.
Aby zrozumieć źródła swoich finansowych problemów, lepiej niż coachingu poszukać wiedzy o specyfice systemu kapitalistycznego. Pojęcie wyzysku wyjaśnił Marks w „Kapitale”, a alternatywy nakreślali Oskar Lange czy Thomas Piketty. Zrozumienie ekonomii politycznej daje lepsze narzędzia do nawigacji w rzeczywistości niż puste frazesy o "mentalności zwycięzcy".
