Kim jesteśmy
Redakcja „Agitka” powstała w 2026 roku jako odpowiedź na potrzebę rzetelnej, marksistowskiej analizy rzeczywistości. Rok ten stał się kolejnym momentem zerwania masek światowego hegemona — napaść Stanów Zjednoczonych na Wenezuelę oraz otwarcie deklarowane plany aneksji Grenlandii ukazały realne, drapieżne oblicze współczesnego imperializmu. Obserwując te wydarzenia oraz kryzys mediów progresywnych, dostrzegliśmy ideową pustkę, którą chcemy wypełnić. Tworzymy zespół doświadczonych redaktorów, którzy łączą siły, by przywrócić dynamikę krytycznemu myśleniu. Rezygnujemy z pozy wszechwiedzących ekspertów na rzecz głębokiej specjalizacji — wierzymy, że tylko rzetelna wiedza pozwala skutecznie demaskować mechanizmy władzy i kapitału.
Pytanie o człowieka w dzisiejszym świecie
Stawiamy pytanie fundamentalne: jaki świat chcemy zostawić następnym pokoleniom? Czy akceptujemy rzeczywistość, w której miliony ludzi pracują coraz ciężej, a ich życie nie staje się lepsze? Czy godzimy się na planetę eksploatowaną do granic wytrzymałości w imię krótkoterminowych zysków?
Nie pytamy o abstrakcyjne „systemy gospodarcze”. Pytamy o konkretne ludzkie losy:
- o matkę zmuszoną wybierać między opłaceniem rachunków a zakupem leków dla dziecka;
- o młodych ludzi, którzy mimo wykształcenia nie mogą pozwolić sobie na własne mieszkanie;
- o chorych, którzy cierpią i umierają na schorzenia możliwe dziś do wyleczenia, gdyby nie systemowe hamowanie rozwoju sił wytwórczych.
Pytamy o codzienne krzywdy i cierpienia miliardów ludzi na całym świecie — wynikające z niedoboru, z bezsilności wobec natury, z ludzkich ograniczeń i z niedostatecznych możliwości całej ludzkości. Łączy je jedno: gdyby nie kapitalistyczny hamulec postępu, byłyby dziś równie archaiczne, jak bezradność wobec powodzi i pożarów, wielogodzinna wędrówka po wodę, masowe niedożywanie do dorosłości czy transport oparty na sile koni.
Wierzymy, że inny świat jest możliwy — świat racjonalnej współpracy, który zapewni powszechny dobrobyt i uwolni ludzi od permanentnej walki o przetrwanie.
Rynek jako anarchia produkcji i prymat zysku
Przez dziesięciolecia dominująca narracja przekonywała, że „niewidzialna ręka rynku” jest najlepszym regulatorem gospodarki. W praktyce to, co liberalni ekonomiści nazywają „efektywnością rynkową”, okazuje się chaosem — tym, co Karol Marks trafnie określał mianem anarchii produkcji. Drugą stroną tego nieładu jest podporządkowanie całej gospodarki prymatowi zysku, a nie korzyści społecznej.
Na czym polega ta anarchia? To system, w którym tysiące podmiotów podejmują decyzje produkcyjne w sposób rozdrobniony i nieskoordynowany, kierując się wyłącznie rachunkiem prywatnej opłacalności, a nie realnymi potrzebami społeczeństwa. Skutki widzimy na co dzień:
Marnotrawstwo zasobów na skalę cywilizacyjną. Co roku wyrzucane są miliardy ton żywności, podczas gdy setki milionów ludzi głodują. Buduje się luksusowe apartamenty stojące puste, podczas gdy rodziny nie mają dachu nad głową. Najlepsze umysły korporacyjne pracują nad maksymalizacją sprzedaży śmieciowych gadżetów, podczas gdy technologie zdolne przynieść bezprecedensowy skok cywilizacyjny mogą jedynie marzyć o ułamku tego zainteresowania kapitału. Produkcja planowana jest tak, by przedmioty szybko się psuły — byśmy musieli kupować je raz jeszcze.
Cykliczne kryzysy i masowe bezrobocie. „Wolny rynek” regularnie pogrąża się w recesjach, które nie są klęskami żywiołowymi, lecz logiczną konsekwencją produkcji prowadzonej chaotycznie i dla zysku. W czasie kryzysów fabryki stoją bezczynnie, a robotnicy tracą pracę — nie dlatego, że zniknęły potrzeby społeczne, lecz dlatego, że zniknęła rentowność.
Skrajnie nieracjonalna koordynacja. Ogromne ilości pracy i kapitału marnowane są na dobra, których nikt nie kupi. Przedsiębiorstwa dublują wysiłki, zwielokrotniając koszty strukturalne. Upadłości i zerwane łańcuchy dostaw paraliżują życie gospodarcze. Ślepy kapitał kieruje zasoby tam, gdzie nie są potrzebne, a odcina je tam, gdzie są niezbędne.
Stagnacja. W ostatnich latach globalny wzrost gospodarczy oscyluje wokół 3% rocznie, a prognozy wskazują na dalsze spowolnienie — nawet przy użyciu PKB, wskaźnika zawyżającego realną aktywność przez masowe, bezwartościowe transakcje.
Tymczasem w latach 60., przy znacznie skromniejszych możliwościach technologicznych, tempo wzrostu przekraczało średnio 5% rocznie. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, gdy spojrzymy na wzrost wydajności pracy wynikający z technologii i organizacji: przez ostatnie kilkanaście lat pozostaje on w stanie niemal pełnej stagnacji.
Nawet głównonurtowi analitycy instytucji międzynarodowych wskazują strukturalne wady kapitalistycznej anarchii produkcji jako główne źródło tego impasu. To nie anomalia ostatnich lat, lecz długotrwały trend. Od lat 70. ludzkość nie dokonała jakościowego przełomu w dziedzinach pozyskiwania energii ani przetwarzania informacji. Jak to określił amerykański ekonomista Tyler Cowen, obecna epoka jest Wielką Stagnacją.
Dewastacja środowiska. Kapitał z definicji szuka najkrótszej drogi do zysku. Koszty ekologiczne — zatrute rzeki, wycięte lasy, destabilizacja klimatu — są przerzucane na społeczeństwo i przyszłe pokolenia. Rynek ich nie dostrzega, bo nie da się ich wpisać w kwartalny bilans.
Nierówności do granic absurdu. Garstka najbogatszych posiada majątek porównywalny z zasobami połowy ludzkości. Nie jest to efekt różnic w pracowitości, lecz systemowa cecha gospodarki, która nagradza posiadanie kapitału, a nie społeczną użyteczność pracy.
To nie jest efektywność. To chaos próbujący przedstawiać się jako racjonalność.
Kapitał a imperializm
Współczesne wydarzenia potwierdzają leninowską diagnozę: imperializm stanowi najwyższe stadium kapitalizmu. Logika nieustannego wzrostu i akumulacji nieuchronnie prowadzi do agresji zewnętrznej, walki o surowce i strefy wpływów. Dzisiejsze konflikty zbrojne nie są przypadkowymi błędami dyplomacji, lecz koniecznym skutkiem dążenia kapitału do opanowania rynków zbytu i zasobów naturalnych kosztem suwerenności całych narodów.
Mit niemożliwości planowania
Przez dekady wmawiano nam — za Ludwigiem von Misesem i Friedrichem von Hayekiem — że racjonalne planowanie gospodarcze jest niemożliwe. Twierdzono, że wiedza o zasobach i potrzebach jest zbyt rozproszona, by mogła zostać przetworzona, a mechanizm cenowy rzekomo jako jedyny potrafi agregować informacje społeczne.
Argument ten był nieprawdziwy już w XX wieku. Dziś, w epoce gigantycznej mocy obliczeniowej, sztucznej inteligencji i Big Data, jest całkowitym reliktem — jak eter w fizyce czy flogiston w chemii. Już Oskar Lange wskazywał, że rynek jest prymitywnym mechanizmem obliczeniowym, rozwiązującym problemy metodą prób i błędów. Każda taka „próba” oznacza jednak realne koszty ludzkie: bankructwa, bezrobocie i zmarnowane życiorysy.
Równolegle radzieccy ekonomiści w Gosplanie — od Krzyżanowskiego po Saburowa — obalali tezy Misesa i Hayeka w praktyce. Dowodów dostarczyły także doświadczenia takie jak amerykańska War Production Board czy japońskie MITI.
Dziś żyjemy w świecie, który Lange mógł jedynie przeczuwać. Algorytmy agregują rozproszone informacje w czasie rzeczywistym, a systemy logistyczne koordynują globalne łańcuchy dostaw z precyzją niewyobrażalną dla dawnych planistów. Problem „agregacji wiedzy” jest rozwiązywany każdego dnia — tyle że w służbie zysku korporacji, a nie potrzeb społecznych.
Planowanie już istnieje – pytanie brzmi: dla kogo
Spójrzmy prawdzie w oczy: żyjemy już w świecie planowania. Nie jest to jednak planowanie społeczne ani demokratyczne, lecz korporacyjne, podporządkowane interesowi kapitału.
Jak zauważył Ronald Coase, wewnątrz wielkich firm rynek nie istnieje. Nie ma tam konkurujących cen — są polecenia, hierarchie i precyzyjna logistyka. Amazon koordynuje miliony produktów bez wewnętrznego mechanizmu cenowego. Walmart zarządza jednym z najbardziej złożonych łańcuchów dostaw w historii poprzez centralne systemy planistyczne. Platformy cyfrowe — Google, Meta, Alibaba — dysponują wiedzą o naszych preferencjach większą, niż posiadamy my sami.
To planowanie w najczystszej postaci. Różnica polega na tym, że służy ono wyłącznie maksymalizacji zysków akcjonariuszy. Ogromna infrastruktura, którą ludzkość zbudowała wspólnym wysiłkiem, wykorzystywana jest do podtrzymywania kompulsywnej konsumpcji i precyzyjnego sterowania naszą uwagą.
Za Shoshaną Zuboff nazywamy ten porządek kapitalizmem inwigilacji: systemem, w którym ludzkie życie staje się surowcem, a dane — nową formą „ziemi niczyjej”. To nowoczesna forma wywłaszczenia przeniesiona w sferę cyfrową.
Dwie drogi
Stoimy dziś na rozdrożu. Technologia, którą już posiadamy, może zostać użyta w dwóch przeciwstawnych kierunkach.
Pierwsza droga prowadzi ku cyfrowemu feudalizmowi. Algorytmiczne planowanie będzie wprowadzane stopniowo, „tylnymi drzwiami”, pod pozorem wygody. Platformy będą coraz głębiej ingerować w to, co jemy, gdzie pracujemy i z kim się spotykamy. W zamian za pozorny komfort ludzie będą skłaniani do oddania autonomii.
Druga droga to świadomy wybór demokratycznej koordynacji gospodarczej. Planowanie nie jako narzędzie finansowej oligarchii, lecz jako mechanizm realizacji interesów całej ludzkości. Technologia podporządkowana potrzebom ludzi — a nie ludzie logice algorytmów.
Prawdziwy wybór nie przebiega między „wolnym rynkiem” a „centralnym planowaniem”. Przebiega między planowaniem korporacyjnym a społecznym; między gospodarką dla kapitału a gospodarką dla ludzi.
Nasza wizja
Walczymy o świat, w którym technologia realnie uwalnia człowieka od tego, co Marks nazywał „królestwem konieczności” — od przymusu monotonnej pracy i lęku o przetrwanie. W jego miejsce ma wejść „królestwo wolności”: przestrzeń dla twórczości, relacji i rozwoju.
Wyobrażamy sobie społeczeństwo, w którym:
- nikt nie musi martwić się o dostęp do mieszkania, żywności, opieki zdrowotnej i edukacji;
- praca jest twórczą ekspresją i świadomym wkładem w dobro wspólne, a nie przymusem ekonomicznym;
- decyzje gospodarcze podejmowane są w oparciu o maksymalną korzyść społeczną, przy demokratycznym współudziale obywateli w planowaniu;
- technologia służy rozwiązywaniu realnych problemów — zdrowotnych czy ekologicznych — zamiast kreowaniu sztucznych potrzeb.
Nie jest to utopia. To techniczna możliwość, która dziś marnowana jest na optymalizację reklam i spekulacyjnych modeli biznesowych.
Miejsce w ruchu lewicowym
Nie rościmy sobie prawa do monopolu na prawdę. „Agitka” wyrasta z bogatej tradycji myśli socjalistycznej i chce być jej częścią — nie konkurencją. Szanujemy różnorodność lewicy: związkowców, ekologów, ruchy lokatorskie i aktywistów antyimperialistycznych.
Naszym szczególnym wkładem jest analiza technologiczna — przekonanie, że współczesna lewica musi aktywnie kształtować rozwój technologii, zamiast oddawać to pole kapitałowi. Algorytmy i sztuczna inteligencja nie są neutralne. Stanowią infrastrukturę władzy, która może albo utrwalać wyzysk, albo stać się podstawą racjonalizacji gospodarki.
Jednocześnie jasno stwierdzamy: technologia nie zastąpi walki politycznej. Żaden algorytm nie zorganizuje strajku ani nie zbuduje solidarności. Centralne planowanie wymaga silnych instytucji i aktywnych obywateli. Technologia musi być sojusznikiem — ale to ludzie pozostają podmiotem zmiany.
Nasze podejście jest marksistowskie w metodzie: opieramy się na materializmie historycznym i analizie klasowej. Traktujemy te narzędzia poważnie i chcemy je rozwijać w dialogu z innymi nurtami lewicowymi.
Wiek informacji
Zdając sobie sprawę, że XXI wiek jest wiekiem informacji, stajemy na froncie, który przesądzi o dalszych losach świata. Socjalizm nie jest dziś projektem utopijnym — jest jedyną optymalną ścieżką postępu cywilizacyjnego.
Stoimy u progu czwartej rewolucji przemysłowej. Widać już wyraźnie, że gospodarka rynkowa stała się strukturalnie niezdolna do prowadzenia dalszego rozwoju, generując regres zamiast postępu. Mimo to pozostaje dominującym modelem, trwając z uporem właściwym systemom, które przeżyły własną użyteczność.
Źródła tego paradoksu są proste: wiek informacji nie oznacza automatycznie jej demokratyzacji. Dominujący przekaz został zmonopolizowany przez grupy interesów. Jak zauważył Robert H. Nelson, tak jak władzy feudałów służyła teologia, tak teraz analogiczną funkcję pełni pseudonaukowa ekonomia mainstreamowa. Kontrola nad obiegiem informacji to kluczowy instrument podtrzymywania systemu.
Celem „Agitki” jest wykonanie pierwszego kroku w łamaniu tego monopolu — poprzez analizę, demistyfikację i odzyskiwanie języka opisu rzeczywistości. Bez tego nie ma ani demokracji, ani realnej wolności.
Zaproszenie
„Agitka” ma być przestrzenią myśli i debaty. Chcemy edukować, porządkować pojęcia i prowokować do refleksji. Wierzymy, że zmiana zaczyna się od zrozumienia — od jasnego nazwania problemów i alternatyw.
Zapraszamy wszystkich, którym bliska jest wizja świata bardziej racjonalnego, dostatniego i sprawiedliwego. Inny świat jest możliwy i wart walki.
Algorytmy są dziś narzędziem dominacji. My chcemy uczynić z nich narzędzie powszechnego dobrobytu. Technologia ma nas wyzwalać od znoju — nie zamykać w cyfrowej klatce.
Jeśli ta wizja jest Ci bliska — czytaj, dyskutuj, działaj.
Redakcja „Agitki”