Gdy niedawno komisarz generalny UNRWA Philippe Lazzarini opisywał papieżowi Gazę jako „morze ruin” i „środowisko skrajnej nędzy”, w izraelskich urzędach kończono przygotowywanie dokumentów, a w Davos Jared Kushner prezentował slajdy z 180 wieżowcami na wybrzeżu. To nie sprzeczność – to perfekcyjna logika nowego kolonializmu XXI wieku. Podczas gdy świat, znudzony „odwiecznym konfliktem”, odwraca wzrok, na gruzach Gazy rozgrywa się ostatni akt: likwidacja nawet pozorów prawa, humanitaryzmu i nadziei, zastępowanych przez imperialistyczne fantazje i administracyjną czystkę. To nie jest wojna. To planowe zagłodzenie, wypędzenie i przebudowa pod dyktando zwycięzcy.
Pokój, który zabija. Zawieszenie broni jako narzędzie czystki
Formalnie od października 2025 roku trwa „zawieszenie broni”. Zachodnia retoryka mówi o „kruchej szansie na pokój”. Palestyńska rzeczywistość wygląda jednak inaczej: od 10 października do końca grudnia zginęło 414 osób, a 1145 zostało rannych. Choć intensywność ostrzałów spadła, „zawieszenie broni nie oznacza, że nie dochodzi do izraelskich bombardowań”. To model idealny dla nowoczesnego imperializmu: przemoc utrzymywana na precyzyjnie dobranym, „akceptowalnym” poziomie, który nie wstrząsa sumieniami w Europie, ale systematycznie wyniszcza lokalną społeczność. Mieszkańcy, wielokrotnie wysiedlani, wegetują w ruinach i namiotach, pozbawieni żywności, wody i środków higienicznych, zmagając się z zimą, ulewnymi deszczami i wiatrem niszczącym prowizoryczne schronienia. ONZ przyznaje, że 100 tysięcy osób wciąż znajduje się w sytuacji „katastrofalnej”. To nie efekt uboczny wojny. To jej cel.
„Rada Pokoju” Trumpa: nowe Monachium
Gdy Palestyńczycy grzebią swoich zmarłych, w Davos rozgrywa się kolejny akt groteski. Prezydent Donald Trump uroczyście inauguruje „Radę Pokoju” (Board of Peace) – ciało mające „rozwiązywać międzynarodowe konflikty” za stałą opłatą członkowską w wysokości 1 miliarda dolarów. To jawna, cyniczna kapitalizacja ludzkiego cierpienia.
Ten „pokój” ma zapach starej, monachijskiej zdrady i polityki appeasementu. W latach 30. XX wieku strategia ta, stosowana przez Wielką Brytanię i Francję, polegała na ustępstwach wobec agresora w nadziei na uniknięcie wojny. Jej ukoronowaniem był układ monachijski z 1938 roku, gdzie mocarstwa – bez udziału Czechosłowacji – oddały jej ziemie III Rzeszy, wierząc, że kupią tym „pokój dla naszych czasów”. Była to iluzja stabilizacji okupiona poświęceniem słabszego sojusznika. Dziś widzimy ten sam imperialny mechanizm: interesy silnych realizuje się kosztem istnienia słabszych, a jawny dyktat i rozbiór nazywa się „dyplomacją”.
Strategia „uspokajania” agresora nie zniknęła. W styczniu 2026 roku nawet wpływowi europejscy przywódcy zaczęli głośno sygnalizować, że appeasement oznacza brak wyników i upokorzenie. Dostrzegli to oczywiście nie w kontekście Gazy, lecz w relacjach z agresywną polityką Trumpa wobec samej Europy. Inni komentatorzy wskazywali, że miękka postawa UE i Wielkiej Brytanii wobec szantażu taryfowego Trumpa to właśnie współczesna forma tej polityki.
„Rada Pokoju” Trumpa jest kwintesencją tego podejścia w nowym, skrajnie skomercjalizowanym wydaniu. To projekt czysto imperialny, gdzie pokój staje się płatną usługą, a stabilizacja okupacji – towarem. Jego celem nie jest sprawiedliwość, lecz wygaszenie konfliktu na warunkach silniejszego, przy jednoczesnym stworzeniu gruntu pod inwestycje, takie jak „Nowa Gaza” Kushnera. To nowe Monachium z miliardowym biletem wstępu: mocarstwa i płatni członkowie Rady będą decydować o przyszłości narodu za jego plecami, wierząc, że kupią sobie spokój i zyski, poświęcając prawa Palestyńczyków do samostanowienia. Historia uczy jednak, że karmienie agresora kolejnymi ustępstwami nie prowadzi do trwałego pokoju, a jedynie odracza i potęguje nadchodzącą tragedię.
Kushner i „Nowa Gaza”: kurort na zgliszczach
Wizja „Nowej Gazy”, prezentowana przez Kushnera w Davos, to moralna przepaść. Na kolorowych mapach widać 180 wieżowców w strefie „turystyki nadmorskiej”, nowe porty, lotniska i „strefę bezpieczeństwa” dla wojsk izraelskich. „To piękna nieruchomość” – zachwyca się Trump, będący „w głębi serca człowiekiem od nieruchomości”. Ta wypowiedź obnaża prawdziwą naturę przedsięwzięcia: Gaza nie jest w ich oczach ojczyzną, jest „location on the sea”, działką inwestycyjną czekającą na gentryfikację. Plan Kushnera zakłada budowę „Nowego Rafah” z 100 tysiącami mieszkań w ciągu 2-3 lat. Nie pytano przy tym o zdanie 280 tysięcy mieszkańców Rafah, których domy leżą w gruzach. To nie plan odbudowy – to plan wymazania.
Chcą zbudować kurort dla globalnej elity na ziemi oczyszczonej z rdzennych mieszkańców, pod pretekstem „katastroficznego sukcesu”. To najczystsza forma kolonializmu osadniczego: najpierw zrównaj z ziemią, potem ogłoś, że to „pustka” czekająca na rozwój. Gaza ma stać się „Riwierą Bliskiego Wschodu” dla bogatych turystów, podczas gdy Palestyńczycy będą służyć im jako tania siła robocza lub zostaną wypędzeni na zawsze. To nie marzenie o pokoju, to koszmar czystki etnicznej opakowany w broszury deweloperskie. Kto czytał „Doktrynę szoku” Naomi Klein, ten doskonale wie, jak ten mechanizm działa.
Biurokracja i buldożery
W obecnej fazie konfliktu czołgi i bomby ustępują miejsca innemu, równie śmiercionośnemu narzędziu: biurokracji i buldożerom. Izrael, pod pretekstem „niedostarczania znaczącej pomocy” lub „promowania kampanii delegitymizacyjnych”, wydala kluczowe organizacje humanitarne, w tym Lekarzy bez Granic. Wymaga przy tym przekazania pełnych danych osobowych palestyńskich pracowników, co w sytuacji, gdy izraelskie siły regularnie atakują personel pomocowy, jest równoznaczne z wydaniem listy proskrypcyjnej.
Jednocześnie, w brutalnym geście symbolicznym, izraelskie buldożery wkraczają do kwatery głównej UNRWA w okupowanej Jerozolimie Wschodniej, by ją zburzyć. To „bezprecedensowy atak” i „poważne naruszenie prawa międzynarodowego” – alarmuje agencja. Minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gvir nazywa to „historycznym dniem”. Cel jest jasny: zniszczyć nie tylko budynki, ale i instytucjonalną pamięć o uchodźcach palestyńskich. To systematyczne wymazywanie każdej struktury, która mogłaby stanowić oparcie dla tożsamości. Jak ostrzega Lazzarini: „co spotka dziś UNRWA, spotka jutro każdą inną organizację międzynarodową”. To wojna z samą ideą multilateralizmu.
Hipokryzja Zachodu osiąga tu szczyt finezji. Ministrowie spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, Francji, Kanady i innych krajów wydają „zaniepokojone” oświadczenia. Te same państwa, które przez lata finansowały i uzbrajały izraelską machinę wojenną, teraz łaskawie „krytykują” jej logistyczne udoskonalenie. To współczesna wersja „dobrego Niemca”: wyrażamy oburzenie na piśmie, by nikt nie zarzucił nam milczenia, jednocześnie nie podejmując żadnego realnego działania – embarga, sankcji, zerwania umów zbrojeniowych. To nie dyplomacja, to rytualne umywanie rąk.
Zniszczenie przyszłości
Najbardziej przerażający nie jest widok ruin, lecz zniszczenie fundamentów odbudowy. Jak mówi Lazzarini, w Gazie „wszystkie uniwersytety zostały zniszczone, a 80 proc. szkół uszkodzonych lub zburzonych”. Ponad 600 tysięcy dzieci żyje w ruinach, w głębokiej traumie, bez dostępu do edukacji. Komisarz UNRWA ostrzega: „jeśli dzieci nie powrócą pilnie do nauki, zagrożone jest całe pokolenie. A to oznacza również zasiewanie ziarna przyszłego ekstremizmu”. To nie jest przypadkowa konsekwencja. To strategiczny cel: pozbawić społeczność zdolności do samoorganizacji i rozwoju. Stworzyć pokolenie wykorzenionych, zależnych od pomocy, łatwych do kontrolowania. To metoda stara jak kolonializm: najpierw fizyczna ekspansja, potem kulturowe i edukacyjne wyjałowienie.
Polska: służalczość i amnezja
A gdzie w tym wszystkim Polska? Gdzie są głosy tych, którzy tak chętnie mówią o „praworządności” i „wartościach”? Toną w służalczym milczeniu. Polska klasa polityczna, od prawicy po centrolewicę, boi się jednego: zostać posądzoną o „antysemityzm” za krytykę państwa Izrael. Woli więc przyglądać się ludobójstwu w milczeniu, niż narazić się sojusznikom z Waszyngtonu. To hańba porównywalna z postawą tych, którzy w 1938 roku w Monachium oddawali Czechosłowację, wierząc, że kupują sobie „pokój dla naszych czasów”. Dziś oddajemy Gazańczyków, wierząc, że kupujemy sobie bezpieczeństwo w NATO. To złudzenie. Państwo, które milczy wobec zbrodni, traci moralne prawo do mówienia o sprawiedliwości u siebie.
Epilog: wolność albo wieczne getto
Gaza nie jest już tylko strefą konfliktu. Stała się symbolem agonii starego porządku świata. Międzynarodowe prawo humanitarne leży w gruzach. Zachodnie wartości okazały się pustymi sloganami, używanymi wyłącznie instrumentalnie.
Tymczasem nad gruzami unoszą się wizje nowych wieżowców. „Rada Pokoju” sprzedaje miejsca przy stole, a buldożery kończą dzieło zniszczenia. Nie ma powrotu do status quo ante. Pozostają dwie drogi. Pierwsza: trwałe getto, zarządzane z zewnątrz za pomocą głodu i inwestycyjnych broszur, gdzie ojczyzna Palestyńczyków stanie się parkiem rozrywki dla bogaczy. Druga: prawdziwa wolność i podmiotowość, wywalczona wbrew „cywilizowanemu” światu i jego płatnym radom pokoju. Historia uczy, że getta, prędzej czy później, zawsze zrywają się do walki. Tylko czy świat, zaślepiony blaskiem „pięknych nieruchomości”, usłyszy ten krzyk?