Krytyków kapitalizmu nie brakuje – w różnych środowiskach, w różnej formie i z różnym natężeniem. Lwia część z nich uprawia jednak antykapitalizm w sposób powierzchowny i niekompletny, nie podnosząc zasadniczych wad systemu lub traktując je jedynie jako poboczny wątek. Dominuje skupianie uwagi na naturalnie powstających w tym ustroju nierównościach, jego niesprawiedliwym charakterze i strukturalnym wyzysku. Lewica umiarkowana niemal wcale nie wykracza poza tę linię krytyki – lecz, co bardziej niepokojące, podobnie rzecz ma się w wielu środowiskach lewicy radykalnej.
Główny problem z kapitalizmem
Tymczasem zasadnicze schorzenie kapitalizmu ma charakter strukturalny: to anarchia produkcji i prymat zysku prywatnego nad interesem społecznym, które hamują wzrost gospodarczy, postęp naukowo-technologiczny i rozwój sił wytwórczych. Dlatego naczelnym celem każdego konsekwentnego antykapitalisty powinien być ostateczny demontaż gospodarki rynkowej i zastąpienie jej centralnym planowaniem – po to, by przyspieszyć tempo postępu cywilizacyjnego. Nie zamierzam oczywiście pomniejszać wagi sprawy sprawiedliwości społecznej i nierówności – to problem bardzo poważny, który należy zdecydowanie akcentować w debacie publicznej. Niemniej kwestia strukturalnego zgrzytu rynkowych stosunków produkcji z rozwojem sił wytwórczych jest nieporównanie poważniejsza: te dwie patologie mają się do siebie jak grypa do raka.
Dlaczego siły wytwórcze są fundamentem
Jak wiadomo, to poziom rozwoju sił wytwórczych w pierwszym rzędzie determinuje ludzką egzystencję. Nasz gatunek osiągnął panowanie nad planetą i wszedł na jakościowo wyższy poziom istnienia niż reszta zwierząt przede wszystkim ze względu na swoją przewagę umysłową. Wyższy poziom inteligencji, kreatywność, zdolność do akumulacji wiedzy, mowa – te cechy pozwoliły człowiekowi wygrać na biologicznej loterii i stać się panem świata. Nie przejawiały się one w próżni, lecz w społeczeństwie, i istniały na konkretnym nośniku – na elementach z otaczającego świata przyrody, które zostały poddane celowej transformacji w celu służenia człowiekowi. Większa ilość wiedzy, inteligencji i bardziej umiejętnej pracy oraz ich akumulacja w czasie coraz bardziej pozwalały ludziom wyrywać się z przerażającej, okrutnej rzeczywistości natury. W świecie zwierząt cierpienie jest wszechobecne i bardzo trudno od niego uciec lub je załagodzić. Przed chorobami nie ma żadnego ratunku, a każdego dnia miliony stworzeń są zjadane żywcem przy pełnej świadomości, konają w strasznych męczarniach w wyniku szeroko pojętych wypadków bądź umierają z głodu. Znakomita większość gatunków w historii planety już wyginęła. A jedynym sensem życia tych stworzeń jest zasadniczo wyłącznie reprodukcja gatunku.
Już człowiek pierwotny jakościowo postawił się ponad opisywanym światem, a kolejne strony w epopei jego dziejów zapełniały się coraz większym oderwaniem od tej rzeczywistości. Na przestrzeni wieków zdobywaliśmy możliwość walki już nie tylko z drapieżnikami, ale i mikrobami oraz żywiołami. Potem zaczęły do tego grona dołączać niekorzystne procesy biologiczne wewnątrz organizmu czy problemy wynikające z ograniczonych zasobów środowiska naturalnego. Już nie walka o przetrwanie, ale walka o komfort życia stała się kolejną kampanią, w której ludzki gatunek zaczął odnosić zwycięstwa, czyniąc życie kolejnych pokoleń coraz przyjemniejszym i szczęśliwszym niż pokoleń poprzednich. Wreszcie – dużą rolę odgrywa też kwestia niematerialna, tzn. aktywność związana z nadaniem życiu sensu w szerszym, metafizycznym wymiarze, której zakres i głębia znacząco powiększyły się wraz z rozwojem gatunku.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że głównym sprawcą tego postępu było poszerzenie wiedzy i zdolności intelektualnych ludzkości oraz przełożenie ich na wzrost zdolności do coraz bardziej obfitej i wszechstronnej eksploatacji i modyfikacji zasobów materialnych i energetycznych z otaczającego nas świata. A więc postęp naukowo-technologiczny, wzrost gospodarczy, tj. rozwój sił wytwórczych. Dzięki temu, zamiast iść na polowanie, z którego możemy nie wrócić, idziemy do supermarketu, a śmierć z głodu stanowi dla nas odległą abstrakcję. Możemy cieszyć się przywilejem martwienia się przegraną rozgrywką w CSie, a nie tym, że dżuma dziesiątkuje miasto. Podróż na inny kontynent liczona jest nie w miesiącach, ale godzinach. Luksus to dla nas nie dostęp do prądu, ale dostęp do Lamborghini. I gdy ma miejsce burza, to wiemy, że mowa o wyładowaniach elektrycznych w atmosferze, a nie o działalności Zeusa czy Thora.
Ale jak już wspomniano, człowiek cechy te realizuje w społeczeństwie, więc warunkiem pomyślnego ich przebiegu jest pozytywne dostosowanie struktury społeczeństwa do rozwoju sił wytwórczych. Jeżeli jakiś system temu nie sprzyja, to jest to w oczywisty sposób – z racji fundamentalności poziomu rozwoju sił wytwórczych dla gatunku ludzkiego – największa wada, jaką może mieć.
A tak na marginesie, cały powyższy wywód można oczywiście streścić w zasadzie w dwóch słowach: materializm historyczny.
Dwie przyczyny powierzchownej krytyki
Kapitalistyczne stosunki produkcji zdecydowanie hamują rozwój sił wytwórczych ze względu na zgrzyt społecznego charakteru funkcjonowania i rozwoju sił wytwórczych z indywidualnym charakterem kierunku regulatora (prymat zysku nad interesem publicznym) oraz jego rozdrobnioną strukturą (anarchia produkcji). Jest kwestią oczywistą, że jeśli na poważnie chcemy kapitalizm krytykować, to główną osią krytyki będzie właśnie to. Wręcz szokujące jest więc, że w wielu przypadkach tak nie jest. Możemy wskazać co najmniej dwie główne przyczyny takiego stanu rzeczy.
Pierwsza to internalizacja przez lewicę rynkowych dogmatów. Po rozpadzie ZSRR i upadku demoludów klasa panująca ogłosiła koniec historii, nadała gospodarce rynkowej miano jedynej skutecznej w innowacjach, racjonalnej alokacji zasobów i wysokim wzroście gospodarczym, a wypociny na temat centralnego planowania Ludwiga von Misesa oraz Friedricha von Hayeka wyniosła w ekonomii do rangi praw naukowych – niczym teorie Newtona czy Einsteina w fizyce bądź Darwina w biologii. Wszechobecność, potęga i monopol tej narracji we wszystkich aspektach życia społecznego spowodowały jej internalizację przez bardzo dużą część lewicy. Lewica, pozbawiona swojego najsilniejszego argumentu, pozostała jedynie z argumentami niższej rangi. Skoro więc nie można było krytykować kapitalizmu za hamowanie rozwoju sił wytwórczych, to przynajmniej podnoszono kwestię tak ewidentną, że nawet narracja burżuazyjna nie mogła jej zanegować – ogromnych nierówności, jakie generuje ten system, oraz jego ogólnie niesprawiedliwego charakteru. Po jakimś czasie zaszło to niestety głębiej, bo nawet tak licha lewica nie mogła liczyć na tolerancję kapitału. Podkopano więc i to narracjami o bohaterskich przedsiębiorcach i kojarzeniem każdego krytyka kapitalizmu z propagandowym wizerunkiem socjalizmu. W efekcie dostaliśmy nie lewicę, lecz lewactwo – grupy, które podają się za lewicę, ale w istocie główną uwagę przykuwają nie do spraw ekonomicznych, lecz tożsamościowych i obyczajowych, tocząc walkę płci i orientacji zamiast walki klas, a kapitalizm krytykują tylko przy okazji i to nie wprost.
Kolejna grupa to osoby, które w swoim spojrzeniu na świat mijają się z materializmem. Zamiast kierować się tym, jaki jest stan namacalnej, materialnej rzeczywistości w naukowy sposób, kierują się abstrakcyjnymi ideałami. Jakkolwiek idee równości i sprawiedliwości są zacne i oczywiście także my je podzielamy, tak niestety to nie one ani żadne inne wielkoduszne frazesy nie są głównym czynnikiem kształtującym ludzką egzystencję – jest nim stan rozwoju sił wytwórczych. Sprawiedliwość i równość są pożądane i należy o nie walczyć, ale nie wykarmią one rodziny, nie wyleczą chorób, nie dadzą trwałej satysfakcji z życia ani nie uratują przed katastrofami. Jednakże właśnie wokół tych czynników kreują te grupy swoją narrację antykapitalistyczną, zupełnie tracąc z oczu kluczowy, materialny grunt, myśląc, że na tym polega marksizm.
Sprawa ta nie jest absolutnie czymś, co dla marksisty powinno być indyferentne. Nie jest to po prostu inna perspektywa krytyki systemu. To proceder prowadzący do złączenia wizerunku krytyka kapitalizmu z kimś, kto nie jest materialistą i w gruncie rzeczy nie kwestionuje fundamentów gospodarki rynkowej. Dostajemy wizerunek antykapitalisty jako kogoś, kto nie myśli w sposób naukowy, materialistyczny, cywilizacyjny i technokratyczny, lecz – kierując się wzniosłymi ideałami – myśli głównie w sposób emocjonalny i ideologiczny. A jako główne wady kapitalizmu narracja taka cementuje te jego cechy, które nawet nie są jego największymi wadami, dzięki czemu strukturalne hamowanie rozwoju sił wytwórczych staje się pomijalne w debacie publicznej, a dogmat o rynku jako najbardziej skutecznym regulatorze staje się jeszcze mocniejszy i niepodważalny, skoro nawet krytycy gospodarki rynkowej nie śmią go zanegować.
Stąd zresztą rzadko na lewicy pojawia się coś, co wychodzi poza regulację rynku i redystrybucję w jego ramach dochodów – więc lewica nawet nie wnosi postulatów negujących kapitalizm jako taki. A jeśli już, przybiera to często formę zmodyfikowanej gospodarki rynkowej, która nadal stanowi formę kapitalizmu, o czym pisałem w artykule o spółdzielczości. Skrajności skrzywienia wizerunku lewicy nabierają te procesy w przypadku działalności lewactwa, które wytwarza wizerunek lewicy jako zajętej przede wszystkim kwestiami tożsamościowymi i obyczajowymi, a nie ekonomicznymi. To z kolei daje monopol na akcentowanie kwestii ekonomicznych liberałom.
W efekcie lewica zostaje przez kapitał skutecznie rozbrojona, a istniejące grupy, które za lewicę się podają, mogą być bezpieczną, koncesjonowaną opozycją, która nie neguje fundamentów systemu bądź nie stanowi żadnego racjonalnego zagrożenia. Stojąc na tej samej rynkowej platformie, bardzo łatwo zbić „lewicową" narrację o krytyce kapitalizmu za nierówności tym, że nawet jeśli tort nie jest równo dzielony, to tylko w gospodarce rynkowej tak szybko przyrasta – więc nie ma lepszej alternatywy. I taki obrońca kapitalizmu będzie miał oczywiście rację z punktu widzenia materializmu historycznego. A w kwestii samej podstawy systemu – rynku jako głównego regulatora – nie ma nawet sporu między takim lewicowcem a apologetą kapitału. Z tejże materialistycznej perspektywy jeszcze łatwiej zdyskredytować lewicowego idealistę rzucającego hasłami pięknoducha jako oderwanego od postawy naukowo-materialistycznej. W taki oto sposób główna esencja myślenia marksistowskiego zostaje ukradziona radykalnej lewicy przez kapitał!
Czym jest realny antykapitalizm
Trzeba więc stanowczo raz na zawsze stwierdzić, czym w istocie jest realny i poważny antykapitalizm. Jest to przede wszystkim zwrócenie uwagi na sprzeczność rynkowych stosunków produkcji z rozwojem sił wytwórczych. Jest to wytknięcie systemowi kapitalistycznemu jego anarchii produkcji i nadrzędnego prymatu zysku. Jest to wskazanie na tłumienie innowacji i spowalnianie postępu naukowo-technologicznego. Jest to ukazanie marnotrawstwa zasobów i ich immanentnej błędnej alokacji. Jest to zwrócenie uwagi na cykliczne kryzysy nadprodukcji. Jest to wykazanie, że przy tym systemie wzrost gospodarczy jest strukturalnie i dramatycznie hamowany.
Socjalizm jako alternatywa
Alternatywę dla kapitalistycznej gospodarki rynkowej stanowi socjalistyczna gospodarka centralnie planowana, której główny atut leży w przyspieszeniu rozwoju sił wytwórczych. To socjalizm umożliwi osiąganie stóp wzrostu gospodarczego na poziomach, jakie są w kapitalizmie całkowicie nierealistyczne, i nareszcie zakończy strukturalne marnotrawstwo zasobów oraz ich misalokację. Zwróćmy też uwagę, że to kapitaliści i ich zaplecze polityczne oraz ideologiczne traktują niskie stopy wzrostu jako coś normalnego. Dla nich przykładowo 6–7% rocznie to już potwornie dużo, dla nas śmiesznie mało. Socjalizm dopiero pokaże, czym jest innowacyjność i rozkwit naukowo-technologiczny. Gospodarka planowa unaoczni nam, jak wielki potencjał drzemie w ludzkim intelekcie i jak liche były „przełomy" we współczesnym świecie rynkowym. Właśnie zaprojektowanie świata naukowo i technokratycznie – tak by dostroić go pod maksymalnie szybki i sprawny postęp cywilizacyjny – jest największą zaletą, jaką daje socjalizm, a zarazem stanowi oczywiście największe dobro, jakie może otrzymać ludzka społeczność. Lepszy świat bez wątpienia wymaga sprawiedliwości i równości – i jedna z wielkich zalet socjalizmu polega właśnie na tym, że może je zapewnić. Jednakże socjalizm daje przede wszystkim coś, co jest dalece bardziej niezbędne do stworzenia lepszej rzeczywistości – swobodny rozwój sił wytwórczych: więcej energii elektrycznej, stali, tworzyw i substancji syntetycznych oraz cementu; wyższy poziom rozwoju matematyki, fizyki, chemii i biologii; lepszą medycynę i opiekę zdrowotną; wyższy poziom mocy obliczeniowej i elektroniki; większy zakres zaawansowania inżynieryjnego; szybszy, sprawniejszy i wydajniejszy transport oraz komunikację.
Jako gatunek osiągnęliśmy już niezwykle wiele. Ale jesteśmy dopiero na początku drogi. Wciąż nie wygraliśmy całkowicie z katastrofami, chorobami, niedoskonałościami naszej ludzkiej konstrukcji, ograniczonymi zasobami środowiska. Wciąż jedynie walczymy o przetrwanie, zamiast swobodnego i wszechstronnego rozwoju i ekspresji jako istoty ludzkie. Wciąż doskwierają nam liczne nieprzyjemności i niewygody. Wreszcie – wciąż mało znaczymy jako mała, nieporadna, mikroskopijną kropeczka we Wszechświecie. Na skali Kardaszowa nie osiągnęliśmy nawet poziomu I. Przed nami w rozwoju cywilizacyjnym wciąż sporo do zrobienia i czeka nas bardzo długa droga – ale by ta droga była dobrą, pomyślną i skuteczną, musi być to droga socjalizmu.